40 WYDANIE M+!

Zyskaj praktyczną wiedzę o e-mail marketingu i automatyzacji

Sprawdź!

Kilkanaście lat szlifowałem swoje umiejętności w paru mniej lub bardziej skutecznych agencjach PR-owych. Wspominam ten czas z wielką sympatią i lekkim wzruszeniem, bo nie było wtedy jeszcze social mediów. Potrafisz sobie to wyobrazić? A performance już w pewnym sensie był, i to w PR. Tak, w PR, który podobno ma z nim niewiele wspólnego.

PR performance

Kilkanaście lat szlifowałem swoje umiejętności w paru mniej lub bardziej skutecznych agencjach PR-owych. Wspominam ten czas z wielką sympatią i lekkim wzruszeniem, bo nie było wtedy jeszcze social mediów. Potrafisz sobie to wyobrazić? A performance już w pewnym sensie był, i to w PR. Tak, w PR, który podobno ma z nim niewiele wspólnego.

Pamiętam spotkanie z klientem – dużym i silnym graczem na rynku przypraw. Dziękuje za listę mediów (lifestyle, gotowanie, dieta itp.) i proponuje: „Mamy tutaj 100 tytułów. Płacę Wam 100% fee za 100 publikacji produktowych o nowej linii pieprzu i oregano. Jeżeli nie przebijecie progu 40%, żegnamy się automatycznie”. Konkretny model współpracy – nazwałbym go srogim e-performance’em. Jeśli dobrze pamiętam, zgodziliśmy się na to. I nawet jakoś to szło. Dopóki podczas prasowego kucharzenia ówczesna celebrytka-influencerka spod samiuśkich Tater zapomniała się i – pewnie po kielichu – na tle ścianki z wielkim logo klienta wyskoczyła z tekstem z reklamy konkurencji. Wszyscy szczerze się śmiali, a my następnego dnia dostaliśmy wypowiedzenia.

PR walczy z takim modelem rozliczania i słusznie. Trudno stawiać podobne wymagania w tym obszarze, ale wiem, że niektórzy się na to godzą i robią wszystko, żeby dobiec do mety.

Pamiętam, że kiedyś przeczytałem pochlebny tekst o naszych produktach na bardzo wymagającym PR-owo portalu technologicznym. Dosłownie laurka polana lukrem. Ileż tam było linków i słów kluczowych. Z wrażenia oblałem się słabą kawą z taniego automatu. Bardzo długo szukałem w korporacji autorów tego zachwycającego dzieła. Nikt nic nie wiedział. Pomogła redakcja. „Marcin, to nic takiego, to tylko performance” – usłyszałem. Jaki performance? To fantastyczny tekst. Tak fantastyczny jak ulotka reklamowa, której chyba żaden klient nie potraktuje poważnie i której nie zaufa, bo… jest zbyt piękna. Ale to złe myślenie. Ludzie takie rzeczy czytają i im wierzą. Nikt się nad takimi szczegółami specjalnie nie zastanawia, jeżeli tylko podoba mu się produkt. Dowiedziałem się później, że była to część przetargu performance’owego – pomysł jednej z agencji. Szczerze: zrobiło to na mnie wrażenie. Ja bym ich wybrał.

Niedawno rozmawiałem z mistrzynią świata w performansie. Długo opowiadała mi o kampaniach superudanych i o totalnych klapach. Bardzo chwaliła to podejście z powodu jego efektywności i tak kochanej przez controllingi skuteczności kosztowej. Ale powiedziała mi na koniec coś, co dało mi nadzieję, że performance nie zmiecie z naszej sceny PR i innych średnio przeliczalnych rodzajów aktywności. Bez silnego fundamentu, dobrze spozycjonowanej marki – w czym ogromną rolę odgrywa PR – żaden performance marketing nie performuje skutecznie. Uf, dzięki Bogu!

Artykuł pochodzi z

wydania drukowanego 1/2020

Kup ten numer

Polecane prezentacje i narzędzia:

PushPushGo

PushPushGo to najszybciej rozwijająca się platforma do tworzenia, targetowania oraz wysyłki notyfikacji web push w Polsce. Umożliwiamy Klientom wysyłkę powiadomień na ekrany komputerów oraz urządzeń mobilnych ich odbiorców, nawet gdy przeglądają obecnie inną stronę internetową.

Zobacz prezentację

Spragniony marketingowej wiedzy?

Pełen dostęp do naszych tekstów możliwy jest dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę plus lub elektroniczną by zyskać dostęp do pełnego archiwum od 2011 roku. Wszystkie numery dostępne są w plikach pdf.

Zamów prenumeratę