„Kiedy marka jest tak wielowymiarowa, trudniej jest ją zakomunikować w prosty sposób. Uczę się więc opowiadać o niej nie definicjami, tylko doświadczeniami klientów. Bo Czułosfery nie da się zrozumieć z ulotki – ją trzeba poczuć na własnej skórze” – o sile autentyczności w biznesie oraz tworzeniu więzi z lokalną społecznością rozmawiamy z Agnieszką Morawską, założycielką Czułosfery – unikatowej przestrzeni w Gdańsku Osowej.
Agnieszka Morawska
Założycielka i twórczyni marki Czułosfera w Gdańsku Osowej – przestrzeni, która w unikatowy sposób łączy kawiarnię, strefę ruchu i strefę relaksu. Absolwentka zarządzania i psychologii. Pracowała na stanowisku menadżerskim w agencji pracy tymczasowej, gdzie odpowiadała za rekrutację na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie dla kluczowych klientów. Nadzorowała pracę zespołu i relacje z klientami w dwóch województwach, zdobywając doświadczenie w zarządzaniu ludźmi i projektami na szeroką skalę. Prowadziła także warsztaty dla studentów, pokazując im, jak istotne są kompetencje społeczne i umiejętność budowania relacji w życiu zawodowym. Szczęśliwa żona i mama trójki dzieci, która umiejętnie łączy doświadczenia rodzinne i zawodowe, tworząc przestrzeń odpowiadającą na realne potrzeby ludzi. Miłośniczka podróży i pięknych miejsc, w których można zwolnić tempo, zrelaksować się i poczuć dobrze.
Słuchaj „Marketer+” Podcast
Jakie są największe wyzwania związane z budowaniem marki takiej jak Czułosfera, czyli kawiarni połączonej ze strefą relaksu i ruchu?
Największym wyzwaniem było i jest to, że Czułosfera nie mieści się w jednej kategorii. To nie jest po prostu kawiarnia, studio ruchu czy strefa relaksu — to wszystko razem, a jednocześnie coś więcej.
Kiedy marka jest tak wielowymiarowa, trudniej jest ją zakomunikować w prosty sposób. Uczę się więc opowiadać o niej nie definicjami, tylko doświadczeniami klientów. Bo Czułosfery nie da się zrozumieć z ulotki – ją trzeba poczuć na własnej skórze.
Na mapie Trójmiasta, a nawet Polski, nie ma drugiego takiego miejsca. Owszem, istnieją kawiarnie połączone z salą do ćwiczeń czy studia jogi z dodatkową strefą relaksu, ale połączenie trzech pełnoprawnych stref – kawiarni, ruchu i relaksu – jest unikatowe. To z jednej strony ogromna przewaga, a z drugiej wyzwanie, bo trudno znaleźć punkty odniesienia do konkurencji i sprawdzić „czy robię to dobrze”. W dużej mierze wyznaczamy własną ścieżkę.
Co jest kluczem do sukcesu w budowaniu marki w tej branży?
Dla mnie: autentyczność, lojalność i cierpliwość. „Czułość”, która jest w nazwie, nie jest marketingowym sloganem. To realne podejście do tworzenia miejsca, które ma być dla ludzi: dostępne, przyjazne i reagujące na ich potrzeby.
Sukces pojawia się wtedy, gdy robimy coś w zgodzie ze sobą, zamiast kopiować innych – i kiedy konsekwentnie budujemy relacje. To widać na co dzień: często znam klientów po imieniu, kojarzę głosy w słuchawce, wiem, kto lubi które ciasto i przy którym stoliku najlepiej się czuje. To buduje prawdziwą więź i sprawia, że do Czułosfery przychodzą potem ich dzieci, znajomi, partnerzy.
Kluczowy jest też aspekt organizacyjny i ciągłość obsługi. W kawiarni, recepcji czy na barze mam pracowników, którzy są „pierwszą linią” kontaktu. To od nich często zależy, czy ktoś poczuje się zaopiekowany. Instruktorzy z kolei budują jakość strefy ruchu – dzięki ich energii klienci nie tylko przychodzą, ale też wracają.
Wielką siłą Czułosfery jest także to, że scala lokalną społeczność. Dzięki takim inicjatywom jak Czuły Klub Książki, Czułe Czytanki, warsztaty tematyczne czy spotkania kobiet biznesu ludzie nie tylko uczestniczą, ale też mają wpływ na to, jak to miejsce żyje.
Co uznajesz za Twój dotychczasowy największy sukces?
Największym sukcesem jest dla mnie to, że ludzie mówią: „Czuję się tu jak w domu.” To oznacza, że udało się stworzyć coś więcej niż biznes – zbudować przestrzeń z duszą.
Coraz częściej klienci trafiają do nas z polecenia. I to nie tylko na kawę, ale też na pilates na reformerach, seanse w saunie japońskiej, zajęcia dla dzieci czy spotkania książkowe. To dowód, że Czułosfera nie jest jednorazowym „efektem wow”, ale miejscem, które się poleca, bo dostarcza czegoś ważnego.
A co jest wpisane na listę porażek i jakie z tego wyciągnęłaś wnioski?
Na początku myślałam, że pasja i serce wystarczą. Szybko przekonałam się, że liczby są bezlitosne i trzeba się z nimi zaprzyjaźnić. Emocje są potrzebne, ale bez Excela i twardych analiz nie da się rozwijać biznesu.
Drugim wnioskiem była potrzeba otwarcia się na klientów firmowych. Zaczęliśmy organizować integracje, zamknięte sesje jogi, warsztaty tematyczne, eventy z ofertą cateringową. Co ważne, potrafimy też wyjść poza nasze mury – prowadziliśmy zajęcia w siedzibach firm. To okazało się dodatkowym źródłem rozwoju i świetnym polem do testowania elastyczności naszej oferty.
Jaki trend lub narzędzie marketingowe uważasz dziś za najważniejsze i najbardziej efektywne?
Najlepsze narzędzie? Zdecydowanie polecenia! To jest dla mnie KPI, który liczy się najbardziej – nie ma dnia, żeby ktoś nie przyszedł, bo usłyszał o nas od znajomego.
Poza tym działamy w social mediach, głównie na Instagramie i Facebooku, w bardzo naturalny sposób. Nie mam zaplanowanych lejków, harmonogramów ani strategii. Zdjęcia robię sama, treści tworzę intuicyjnie. Wiem, że to wbrew zasadom marketingu, ale dla mnie autentyczność jest ważniejsza niż perfekcyjny plan.
Ogromne znaczenie ma też zespół. Pracownicy na barze i w recepcji witają klientów z uśmiechem, a instruktorzy swoją energią i profesjonalizmem sprawiają, że ludzie chcą wracać. To jest nasz „marketing w praktyce” – codzienna obsługa, która staje się najlepszą wizytówką.
Gdybyś nie miała budżetu reklamowego, to jakbyś działała?
Tak naprawdę w dużej mierze nadal działam w ten sposób. Zamiast w duże kampanie inwestuję czas w codzienną obecność – w rozmowy, jakość obsługi, odpowiedzi na pytania. Klient ma czuć, że jest zauważony. Współpracuję z lokalnymi twórcami, angażuję się w sąsiedzkie inicjatywy.
Stawiałabym jeszcze mocniej na marketing szeptany – rekomendacje i obecność na lokalnych wydarzeniach. Wierzę, że bezpośredni kontakt zawsze zastąpi budżet reklamowy, bo ludzie najbardziej ufają temu, co mogą zobaczyć i poczuć na żywo.
Twoją ambicją jest…?
Chcę, żeby Czułosfera była punktem odniesienia – miejscem, które ludzie polecają, bo im pomogło. Moją ambicją nie jest zasięg, tylko realny wpływ. Chciałabym, żeby każda osoba wychodziła od nas z czymś więcej niż tylko z usługą. W strefie ruchu – z lekkością w ciele i energią. W strefie relaksu – z oddechem i spokojem. W kawiarni – z poczuciem więzi i inspiracji.
Jakie inne miejsca Cię inspirują i dlaczego?
Inspirują mnie miejsca, gdzie czuć serce właściciela – niezależnie od skali. Uwielbiam podróże i zawsze przyglądam się, jak zorganizowana jest przestrzeń, jak traktuje się gościa i co buduje atmosferę.
Największa inspiracja płynie jednak z moich kaszubskich korzeni. Tam od pokoleń mówi się: „Bóg w dom, gość w dom”. Ta filozofia gościnności jest ze mną do dziś i wprost przekłada się na to, jak traktuję klientów – nie jak portfele, tylko jak ludzi z emocjami i historią.
Co chcesz, aby ludzie myśleli o marce Czułosfera?
Chciałabym, żeby postrzegali nas jako miejsce, w którym można zadbać o siebie całościowo. W strefie ruchu – wzmocnić ciało, uwolnić napięcia i zajrzeć w głąb siebie. W strefie relaksu – wyciszyć się i zregenerować. W kawiarni – zatrzymać się, spotkać, świętować.
Połączenie tych trzech stref w jednym miejscu jest unikatowe. I choć jest to naszym wyróżnikiem, to stanowi także wyzwanie, bo trudno porównywać się z innymi. Ale właśnie dzięki temu ludzie mówią, że Czułosfera jest „nie do podrobienia”.
Jakie są Twoje plany na przyszłość?
Chcę jeszcze bardziej zaznaczyć obecność Czułosfery w społeczności Osowej i Trójmiasta. Nie planuję przenosić jej do online – to miejsce trzeba poczuć. Rozwijam ofertę dla firm: od zajęć integracyjnych przez warsztaty tematyczne, aż po zamknięte wydarzenia w naszej przestrzeni. Marzy mi się, aby Czułosfera stała się na mapie Trójmiasta prawdziwą perełką – miejscem, do którego chce się wracać i które poleca się z serca.
Rozmawiali Magdalena Murawska i Łukasz Murawski
Czytaj także:







